niedziela, 2 lutego 2014

Noworoczny wypad zdjęciowy.

Witam po dłuższej przerwie.
Po projekcie miałem sporą przerwę w robieniu zdjęć. Czas wyruszyć w drogę, w celu poszukiwania kolejnych ujęć.
Od jakiegoś czasu miałem w planach wyjazd w zimę do Szczawnicy. Wiele elementów zaplanowanych było na początek lutego.
Niestety, trochę sytuacja się skomplikowała i musiałem skrócić czas pobytu w górach. I tak z planowanych 5 dni mogłem zaplanować dwa weekendowe. Niestety pogoda trochę nie dopisała.

Na początek ilość śniegu jaka była w górach, a właściwie jego brak. W dodatku temperatura plus 6'C. Liczyłem przynajmniej na lekki przymrozek. Niestety. Od początku wyprawa moja i moich kompanów napotykała na trudności.


Do Krościenka nad Dunajcem dotarliśmy o 5 rano. Wyruszyliśmy w kierunku Sokolicy. Wejście dla mnie było piekielnie trudne. kilka lat przebywania za biurkiem dał o sobie znać. Zdarzało się że robiłem 10 kroków i potem przerwa. Dodatkową dla mnie trudnością była ciemność.
Krocząc tak 10 kroków na minutę, dotarliśmy do szczytu. A tu kolejna niespodzianka. W górach od dwóch dni wieje halny. Tak silnego wiatru jeszcze nie doświadczyłem. Pływałem po mazurach, i czułem siłę wiatru w żaglach , ale to było zupełnie inne doświadczenie.

Na szczyt dotarliśmy około 6:30 gdzie zostaliśmy przez prawie półtorej godziny w oczekiwaniu na słońce. Te się jednak nie ukazało. Czułem niedosyt.

Zejście już było zdecydowanie łatwiejsze, mimo tego czułem spore zmęczenie w mięśniach. Przed wyprawą najbardziej się obawiałem ciężaru statywu, który musiałem nieść w dłoni, na szczęście nie było tak źle.
Kolejnym miejscem docelowym był Wąwóz Homole. Niestety tam już nie udało nam się dotrzeć. Moje auto miało awarię i zostało zlawetowane do serwisu. Sobota, późne popołudnie czyli dziś auta nie będzie ani jutro. Na załatwienie sprawy z autem poświęciłem ponad 2h.... porażka.
Humor zepsuty, w niedzielę powrót, tylko teraz czy jeszcze gdzieś iść czy po prostu wrócić do domu.
Ja postanowiłem że nie wychodzę już nigdzie w niedzielę. Raz że statyw pojechał z samochodem do serwisu, a dwa to po prostu z takim humorem żadnego udanego zdjęcia nie zrobię.
Teraz nie wiem do końca czy zły jestem że się auto zepsuło czy też ze nie udał mi się plan robienia zdjęć. Nie pozostaje mi nic innego jak zaplanowanie ponownie wyprawy w tę okolicę, za to z mniejszą ilością przeciwności losu.