poniedziałek, 13 września 2010

Projekt 365 - Dzień 219

To już koniec naszego rejsu. Dopłynęliśmy do Wilkas jeszcze nocą. Dziś musimy posprzątać łajbę i zdać ją. Jednak musimy poczekać na naprawę żagli. Niestety wiele naszych rzeczy zawilgło a dziś deszcz też nie odpuszcza. Więc suszenie czegokolwiek nie jest takie proste.

Projekt 365 - Dzień 218

Wczoraj dotarliśmy na jezioro Tajty. Skąd dziś wyruszyliśmy. Jest to jezioro dość wąskie i spokojne, ale po zafalowaniu na tym jeziorze widać że dziś mocno wiało.
Dziś niesamowicie wiało. W ciągu godziny z kanału przy Pięknej Górze dotarliśmy do portu w Sztynorcie. Zobaczyliśmy prognozę pogody i skończyła się zabawa. Wiatr miał wiać popołudniu około 10 m/s. Czyli osiągnąć nawet 6' w skali Beauforta. Ze Sztynortu wracaliśmy w kapokach. Fale osiągały wysokość jednego metra. Spokojnie wyrywały z wody dwa pływaki na długość 2 metrów. Po krótkiej ekscytacji pojawiły się problemy fok został porwany, bloczki mocujące go puściły. Po wymianie żagla i zrefowaniu grota płyniemy dalej. Niestety i grot został uszkodzony. Dalej płynęliśmy na silniku, a wiatr nie odpuszczał.

Projekt 365 - Dzień 217

Wczorajszy plan się powiódł. Dziś wieje całkiem nieźle. Skoro jest taki wiatr, to kolejny przystanek - Giżycko.

Projekt 365 - Dzień 216

Wczorajszy plan się powiódł. Dziś dopłynęliśmy do miejscowości Ryn który powitał nas słoneczną pogodą. Skorzystaliśmy z dobrodziejstwa ciepłego prysznica i płyniemy z powrotem najdalej jak się da. A najlepiej żeby dopłynąć na jezioro Tałtowisko.

Projekt 365 - Dzień 215

Nie zupełnie wczoraj udał się plan trasy płynięcia. Dziś za to mamy w planie dopłynąć do Mikołajek, zrobić zaopatrzenie i dopłynąć w okolice kanału tałckiego. No i znowu szczęścia do pogody nam brakło. Ani wiatru ani słońca.

Projekt 365 - Dzień 214

Poranek przyniósł niesamowite widoki. Rano, jeśli godzinę 9:00 tak można nazwać, była bardzo gęsta mgła. Widzialność około 5 do 10 metrów. następnie przeprawa przez śluzę.
Ale zanim to wszystko było to mnóstwo ptaków nas odwiedziło w celu wysępienia pożywienia. Nie wiem jak ludzie z mazur traktują kaczki i łabędzie, ale wydaje mi się że czasami są one tym czym są gołębie w Krakowie. Ale tutaj skala na szczęście jest znacznie mniejsza więc myślę że można to ptactwo dokarmić.

Projekt 365 - Dzień 213

To chyba najzimniejsza noc musiałem spać w dwóch śpiworach. A przy tym strasznie dużo wilgoci się zebrało w kajucie. Dziś wyczekujemy dwóch zmienników poprzedniej załogi. Zresztą i tak za szybko nie wypłyniemy gdyż czekamy na zszycie żagla. Jak tylko uda nam się poskładać do kupy to płyniemy jak najbliżej śluzy w Ruciane-Nida.

Projekt 365 - Dzień 212

Co za dzień!
Jest piątek, musimy wrócić do portu "Pod Dębem". Dwójka z naszej załogi wraca dziś do domu, a przed nami był spory jeszcze kawałek do przepłynięcia. Pogoda zmieniała się dziś częściej jak w kalejdoskopie. W trakcie rejsu spotkała nas potężna ulewa, gdzie momentami widać było tylko białą ścianę. Nasza łódź trzymała się dzielnie, do momentu w którym to zobaczyłem że żagiel od foka zaczyna się pruć. Musieliśmy go zwinąć, ale niestety nie udało się to zbyt dobrze i został rozerwany. Dodatkowo w trakcie ulewy bardzo mocno spadła temperatura. I nie przesadzę jeżeli powiem że mogło być około 5'C. Później wyszło słońce i śladu nie było po ulewie. Nasza łajba straciła sterowność a wiatr był bardzo silny. W pewnej chwili widziałem jak jeden z pływaków naszego katamaranu jest mocno wciśnięty w wodę a drugi, na którym stałem, niemal całkowicie się wynurzył. Na szczęście udało nam się dopłynąć do portu, gdzie zostaniemy do dnia następnego.

Projekt 365 - Dzień 211

Wczorajszy rejs nie należał do łatwych. Musieliśmy przymusowo zatrzymać się w porcie "Pod Dębem" ze względu na brak wiatru a poza tym było już mocno ciemno. Dziś dotarliśmy do malowniczego miejsca. Jednak pogoda nic sobie nie robiła z tego że mamy wakacje. Niby ognisko sobie zrobiliśmy, ale co chwile deszcz nas straszy. Za to pieczonki robione na ognisku wyszły doskonale.

Projekt 365 - Dzień 210

Rozczarowani tym, że wczoraj nie spotkaliśmy koni, nie robiliśmy sobie wielkich nadziei idąc raz jeszcze do rezerwatu. Ale że mieliśmy czas i chcieliśmy rozruszać nogi to wybraliśmy się raz jeszcze na spacer do rezerwatu. Tym razem mieliśmy więcej szczęścia, gdyż spotkaliśmy konie oraz nazbieraliśmy z 2 kg grzybów.

Projekt 365 - dzień 209

Dziś udało nam się dopłynąć do pola namiotowego, z którego można przespacerować się do rezerwatu konika polskiego. Niestety nie mieliśmy zbyt dużo szczęści, ponieważ przeszliśmy spory kawałek rezerwatu i nie spotkaliśmy ani jednego konia. Szkoda.

Projekt 365 - Dzień 208

Wakacje dobiegają końca, jak to fajnie oglądać jak niektórzy żeglarze zawijają do portu, zdają sprzęt i zbierają się do domu. Gdzie ja dopiero zaczynam swój wypoczynek.
Jest tylko jedno ale. Na mazurach koniec wakacji to koniec sezonu i choćbyś nie wiem jak się starał to znacznie trudniej jest po sezonie z zaopatrzeniem.

Projekt 365 - Dzień 207

Płyniemy po mazurskich jeziorach. Częściowo obawy o pogodę sprawdziły się... niestety. Niby lato ale ciepła niestety nie ma. Na szczęście od czasu do czasu pojawia się słońce. Trochę dziś przepłynęliśmy. Wystartowaliśmy z portu w Wilkasach. Jutro zaczynamy od przepływu przez jeden kanał i jesteśmy na jeziorze Tałty.

Projekt 365 - Dzień 206

Dziś pierwszy dzień moich wakacji. Tak spoglądam za okno i chyba w tym roku nie trafiłem w pogodę. Cóż, jadę na żagle więc mam nadzieje że chociaż wiatr dopisze.

Projekt 365 - Dzień 205

Polska fantazja i nasze ciche przyzwolenie w spóźnianiu się chyba zaczyna być tradycją. Jest 27 dzień sierpnia a przebudowa dworca w Katowicach jest przesuwana chyba bliżej zimy. Chyba dlatego że na mrozie lepiej się pracuje, chociaż przy pewnych temperaturach nie można użyć cementu. Nie znam techniczny powodów, ale tak jest. Skoro przyjdzie mróz i nie można pracować to przebudowa przesunie się o kolejne dni, może tygodnie. Kto wie może nawet o rok. W końcu mamy kryzys, firmy zaciskają pasa, tak samo i samorządy więc chyba wszystkim jest to na rękę. Oby po powrocie z wakacji nie doznał zaskoczenia, że mój przystanek będzie już w zupełnie innym miejscu, ale coś mi mówi że nie powinienem się tego obawiać.